Ona dojeżdża do pobliskiego miasta, gdzie pracuje jako nauczycielka, on awansuje w firmie. Jest klimatyczny dom, jest praca, samochód, są przyjaciele i silna więź. Rok 2010 – Tu zaczyna się rozdział, który trudno zrozumieć – mówi Alina. Ma 31 lat i poznaje kobietę, która uświadamia jej, że jest lesbijką.
Bycie gejem, lesbijką czy osobą niebinarną jest zjawiskiem tak starym jak ludzkość. Nie promuję jakiejś „ideologii”, nie szukam rekrutów, nie usiłuję forsować jakiegokolwiek ruchu. Gówno mnie obchodzi, kto jest gejem, kto hetero.
Córka Deppa jest lesbijką? Lily Rose Depp naturalnie i swobodnie wypowiedziała się na temat swojej seksualności. Zdjęcie, które widać powyżej powstało w trakcie tworzenia wspomnianej sesji. Celem akcji jest też sfotografowanie 10 tys. Amerykanów, którzy "odnajdują się w JAKIMKOLWIEK miejscu wśród społeczności LGBT".
Zawód: kobieta pracująca. Zarejestrowany: 2010-07-10. Posty: 632. Wiek: 40+ i tak zostanie :) Odp: Czy kobiety ogladaja lesbijskie porno? Wiek eksperymentów. Czego to sie wtedy nie ogląda. Może jakieś dobre linki znalazła. Swoją drogą uważam, że lesbijskie porno jest o wiele estetyczniejsze niż gejowskie.
Plus moja córka jest lesbijką i nie miała tu łatwego życia" - tłumaczy w rozmowie z naszym dziennikarzem. "Bycie gejem czy lesbijką to nie choroba, to trzeba zrozumieć, bo żyjemy w
czy moja córka jest lesbijką 주제에 대한 동영상 보기; d여기에서 \”Moja córka jest lesbijką\”. Jak radzić sobie z homoseksualizmem u dzieci cz. 1 [Dobry Seks] – czy moja córka jest lesbijką 주제에 대한 세부정보를 참조하세요
Właśnie dlatego nie może ich zabraknąć w zestawieniu absolutnych klasyków kina lesbijskiego, które zainteresują nie tylko panie gustujące w paniach. Nie zabraknie pasji, tajemnic
Moja córka jest homoseksualna. Nie mam z tym najmniejszego problemu i w pełni ją akceptuję. W końcu jest moim największym skarbem. Przed tym, jak parę tygodni temu wyjechała na studia, mieliśmy szczerą rozmowę. Wyznała mi, że mogłaby być w związku z mężczyzną, ale tylko wtedy, kiedy byłby taki sam jak ja.
A przynajmniej o tym świadczyłyby wybiegi i moda uliczna. Rain Laurent, redaktorka naczelna lesbijskiego magazynu modowego „Dyke_on”, zgadza się, że styl lesbijek wszedł do mainstreamu, czego dowodem jest „przełamanie różnić pomiędzy modą męską i kobiecą i wzrost zainteresowania odzieżą sportową i streetwearem”.
Wolałabym, żeby moja córka była lesbijką. Może z kobietą lepiej ułożyłaby sobie życie. Może z kobietą lepiej ułożyłaby sobie życie. pamela anderson
kVvMG. W domu mojej mamy nie istniało słowo na "h". W latach 50. spotkała homoseksualistę imieniem Hugh. Nie spodobał jej się i od tej pory geje (oraz - żeby było sprawiedliwie - mężczyźni o imieniu Hugh) nie byli w naszym domu mile widziani. Nie przeszkadzało to mamie uwielbiać najlepszego przyjaciela mojego brata. Ignorowała przy tym całkowicie fakt, że był to prawdopodobnie najbardziej jawny gej na świecie. Zastanawiam się, na ile jej podejście zmieniłoby się, gdyby nie zmarła w połowie lat 90. Przypuszczam jednak, że była znacznie bardziej przywiązana do roli babci niż do swoich homofobicznych poglądów. Moja córka miała 14 lat, kiedy pierwszy raz powiedziała mi, że jest lesbijką. Szłyśmy do domu, kiedy zaczęła wykrzykiwać: "Jestem lesbijką, jestem lesbijką, jestem lesbijką!". Miałam za sobą męczący dzień w pracy, więc odpowiedziałam w podobnym tonie: "I co z tego? I co z tego? I co z tego?", wyjaśniając przy okazji, że dwoje moich pozostałych dzieci jakoś nie miało potrzeby obwieszczać mi, że są heteroseksualne. A potem zajęłam się robieniem obiadu. Co ciekawe, Lucy - dziś 19-letnia - zapamiętała to zupełnie inaczej. Przysięga, że o swojej orientacji powiedziała nam w sypialni. Siedzieliśmy na łóżku - ja i jej ojczym - słuchając jej starannie przygotowanego przemówienia. Z kolei mój mąż twierdzi, że o wszystkim dowiedział się w kuchni. Jaki z tego wniosek? Że wiadomość ta nie była dla nas na tyle znacząca, byśmy ją zapamiętali. Szczerze mówiąc, dopóki moje dzieci są szczęśliwe i nic im nie grozi, ich orientacja seksualna mało mnie obchodzi. Kiedy podzieliłam się tą wiadomością z siostrą mojej mamy, odparła: " No cóż, trudno było tego nie zauważyć przez 14 lat". Miała rację. W podstawówce, do której chodziła Lucy, obowiązywała zasada, że "każdy ma prawo żądać, by inni zwracali się do niego imieniem, które sam wybierze". W wieku sześciu lat Lucy chciała więc, by nazywano ją "Max". Poprosiła również, by obciąć ją na chłopaka, a do szkoły ubierała szorty i inne elementy garderoby po starszym bracie. Większość osób sądziła, że jest chłopcem. Ja z kolei nie poświęcałam temu zbyt wiele uwagi - sama przechodziłam podobną fazę , będąc mniej więcej w jej wieku (na wakacjach chciałam, by nazywano mnie Peter). Któregoś dnia szkolni koledzy Lucy postanowili sprawdzić, jakiej właściwie jest płci. Zaciągnęli ją do toalety i zdjęli jej szorty. Uznali, że jest chłopcem - pod spodem nosiła bowiem męskie bokserki. Pierwszą walentynkę Lucy narysowała dla koleżanki. Zadzwoniłam do jej matki, żeby zapytać, czy nie ma nic przeciwko temu, by jej siedmioletnia córka dostała dowód miłości od innej dziewczynki. Matka była oburzona. "Jak może pani o to pytać? A niby czemu miałabym mieć coś przeciwko? Za kogo mnie pani bierze?". Po tym epizodzie przestałam się martwić. Dla mojego męża wychowywanie przybranej córki-lesbijki miało dodatkowe zalety. Ani mój syn, ani jego syn nie są szczególnie zainteresowani typowo męskimi zajęciami, takimi jak rugby i majstrowanie przy samochodach, które uwielbia mój mąż. W tym względzie Lucy okazała się "synem, którego nigdy nie miał": to ona zawsze chciała wspinać się wyżej, biegać szybciej i rozrabiać bardziej od innych chłopaków. (…) Niektóre kwestie były dla nas nowe. Na przykład - w jakim wieku można pozwolić, by córka przyprowadzała na noc dziewczynę? W końcu nie istnieje ryzyko ciąży (które najbardziej martwiło mnie - słusznie czy nie - w przypadku moich heteroseksualnych dzieci), a temat chorób przenoszonych drogą płciową został gruntownie przerobiony, przynajmniej w teorii. Początkowo Lucy korzystała z faktu, że jej rodzeństwo może zapraszać na noc kolegów i koleżanki tej samej płci. Potem postawiliśmy sprawę jasno: żadnych dziewczyn w sypialni - homo- czy heteroseksualnych - do czasu, aż będzie gotowa wejść w dojrzały związek. Fakt, że moja córka jest lesbijką, sprawia, że czuję się członkiem szczególnego klubu. Być może to część stereotypu, ale zawsze wydawało mi się, że geje są bardziej interesujący, twórczy i czarujący niż osoby hetero. (…) Co roku, kiedy na festiwalu Pride widzę ludzi w mundurach, mam ochotę płakać. Tłumaczę potem młodym ludziom wokół mnie, że gdyby byli w moim wieku, wiedzieliby, o co chodzi. Dla mnie jest to znak, jak długą drogę przeszliśmy od czasu, gdy brytyjski żołnierz nie mógł się przyznać do swojej homoseksualnej orientacji w obawie, że będzie zmuszony zrezygnować ze służby. Czuję też dumę i za każdym razem mam ochotę dodać, że "moja córka jest lesbijką" - żeby ludzie wokół mnie wiedzieli, że też należę do klubu.
We Wrocławiu matka pozwała do sądu własną córkę Annę. Chce jej odebrać dziecko. Anna jest lesbijką, ma 23 lata, czteroletnią córeczkę i proces we wrocławskim sądzie o ograniczenie praw jej go własna matka, która obawia się, że zły wpływ na jej wnuczkę będzie miał homoseksualny związek Anny i jej zainteresowała się Kampania przeciwko Homofobii i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Dzięki pomocy Fundacji Anna uzyskała pomoc Anna jest wzorowym członkiem społeczeństwa - mówi dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Ma świetną opinię psychologa, zajmuje się pomocą dla dzieci niepełnosprawnych, uczy się, jest honorowym dawcą krwi. Owszem, przed laty zażywała narkotyki, ale dawno już z tym skończyła. A utrudnia się jej kontakty z własnym dzieckiem. Wydało się nam, że to jakiś absurd. Dlatego zajęliśmy się tą Mateusz Boznański, który jest adwokatem Anny, uważa, że głównym powodem tego procesu jest niechęć matki Anny do jej związku. Moja klientka słyszała od niej: "znajdź sobie męża, a koleżanki możesz mieć na boku".Babcia Marysi, pani Małgorzata, zdecydowanie zaprzecza. Twierdzi, że orientacja seksualna nie ma z tą sprawą żadnego związku. Że chodzi wyłącznie o "dobro małoletniej", o to, że dziecko wychowywało się w złym towarzystwie i że potrzeba czasu, by Anna dorosła do roli i jej matka pochodzą z małej miejscowości w Wielkopolsce. Anna od kilku lat mieszka ze swoją partnerką we Wrocławiu. Studiuje. Tutaj też wychowywała córeczkę. W 2006 roku poprosiła swoją matkę o pomoc. Padła ofiarą brutalnego przestępstwa. Była w ciężkim stanie psychicznym i na kilka miesięcy zawiozła dziecko do Kiedy się już pozbierałam i chciałam zabrać Marysię do Wrocławia, nie dostałam dziecka - opowiada Anna. - Moja matka wystąpiła do sądu o ograniczenie praw rodzicielskich. Napisała, że córka przebywa w środowisku "o ujemnej opinii społecznej" i że obawia się negatywnego wpływu na dziecko mojej przyjaciółki i związku zajął się sąd rejonowy w rodzinnej miejscowości Anny. Był luty 2007 roku. Sędziowie nie sprawdzili, czy rzeczywiście Marysia jest demoralizowana i czy dzieje się jej krzywda. Błyskawicznie odebrali dziecko jego matce i przyznali opiekę babci. Anna mogła się widywać z córeczką tylko raz na dwa tygodnie, nie dłużej niż przez godzinę, w obecności kuratora w Powiatowym Centrum Pomocy Marysia nie wie, o co chodzi. Myśli, że ja się uczę, pracuję i dlatego tak rzadko się z nią spotykam. Miała do mnie żal, że nie byłam na Boże Narodzenie ani na jej urodzinach - opowiada Marysi tłumaczy, że w niedziele i święta Centrum Pomocy Rodzinie jest nieczynne i dlatego jej córka nie mogła się spotkać z jest osobą znaną i wpływową w swojej miejscowości. Jest dyrektorką instytucji podlegającej samorządowi. Kilka lat temu zasiadała jako ławnik w miejscowym sądzie okręgowym. Tym samym, który odrzucał wszelkie zażalenia i prośby Gazety Wrocławskiej pytał, czy w sprawie o ograniczenie praw rodzicielskich korzystała ze znajomości w Nie - zapewnia babcia Marysi. - Ja nie mam znajomych sędziów. Mnie chodzi tylko o dobro dziecka. Nie mogę mówić o szczegółach, są w aktach sprawy. Dziewczynce działa się krzywda. Dlatego jest ten dopiero kiedy sprawę zbadał mecenas Boznański z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, okazało się, że sąd z rodzinnego miasteczka Anny nie miał w ogóle prawa zajmować się sprawą. Właściwym do przeprowadzenia procesu jest Sąd Rejonowy Wrocław-Krzyki, bo na jego terenie mieszka Anna i tu też wychowywała się Marysia, tu chodziła do Złożyłem tylko jeden wniosek. O przekazanie sprawy do Wrocławia - mówi mecenas Boznański. - Został uwzględniony. Opinie kuratorów i psychologów są korzystne dla Anny. Nie potwierdzają informacji, żeby dziecko było demoralizowane i działa mu się jakakolwiek przesyłania dokumentów trwała kilka miesięcy. Pierwsza rozprawa odbyła się tydzień temu. Sąd zmienił zasady kontaktów Anny z jej córką. Po raz pierwszy od kilku miesięcy kobieta mogła zabrać Marysię do siebie, do Wrocławia, na Wielkanoc. Będzie mogła także zabierać Marysię w każdy Orientacja seksualna nie może być jakimkolwiek powodem do ograniczenia władzy rodzicielskiej - tłumaczy mecenas Boznański. - Wypowiadał się na ten temat Europejski Trybunał Praw jest przekonana, że wszystko rozstrzygnie się po jej myśli. Kolejna rozprawa odbędzie się w portalu tvn24 można obejrzeć materiał wideo poświęcony tej sprawie: POLSKA Gazeta Wrocławska, TVN24
Nie będę złorzeczył, wyklinał i obrażał. Przyjmę to do wiadomości. Co rano budzę swoją córeczkę do przedszkola. Nie muszę jej ubierać, umie już doskonale sama. Zaplatam jej warkocz, owszem, umiem, nauczyłem się. Umiem też prać, zmywać naczynia, myć okna, odkurzać. Dzielimy się obowiązkami domowymi z żoną, która pracuje zawodowo podobnie jak ja. Czy jestem pantoflarzem? Jeśli ktoś miałby ochotę tak mnie nazwać, nie widzę problemu, mogę być pantoflarzem, czemu nie? Choć osobiście wolę o sobie myśleć - feminista. Moja córka jest dziewczynką, tak ją uczę, wychowuję, tak traktuję, uważam to za fakt, a mądrzy ludzie nie dyskutują z faktami. Nie, nie chcę, żeby wyrosła na lesbijkę, mówię to otwarcie i wprost. Chciałbym, żeby wyrosła na piękną, mądrą kobietę, znalazła sobie dobrego męża, miała z nim dzieci. To są wartości, w które wierzę, nie wypieram się nich. Te wartości przekazuję dzieciom. Mogę im dać tylko to, co sam posiadam, nie mogę im dać tego, czego nie mam. Poza tym, że uważam siebie za feministę, uważam się również za pacyfistę, bardzo bym nie chciał, żeby moi synowie, jeden lub drugi, zostali żołnierzami. Czy to oznacza, że nienawidzę wszystkich ludzi w mundurach, że pluję na ulicy za wojskowymi, że ich wyzywam, obrażam, krzyczę za nimi: mordercy? Nie, to oznacza, że system wartości, w który oni wierzą, nie jest moim systemem, że się z nimi nie zgadzam. Mam prawo? Mam prawo. Jeśli moja córka będzie lesbijką, a któryś z synów zechce robić karierę wojskowego, nie wypiszę ich z rodziny, nie będę złorzeczył, wyklinał i obrażał. Przyjmę to do wiadomości, będę trzymał za nich kciuki, żeby im się udało, żeby byli szczęśliwi. Jeżdżę do pracy środkami komunikacji publicznej, widzę życie miasta w różnych odcieniach. Przytulające się do siebie dziewczyny, całujących się mężczyzn, chłopaka w białym futerku i makijażem na twarzy, mężczyznę w błękitnej sukience, na szpilkach i z torebką w ręku, miasto należy do nich tak samo jak do mnie, mają prawo być tacy? Mają prawo! - Przemoc i pogarda w żadnym przypadku nie mogą być usprawiedliwiane i akceptowane. Trzeba wyrazić jednoznaczną dezaprobatę wobec aktów agresji, takich jak te, które miały miejsce w Białymstoku - powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik. Podaję tą informację za oficjalną stroną Episkopatu Polski i to, moi kochani bracia i siostry w wierze, jest naszą wspólną klęską. To tak, jakbym ja na swoim blogu uznał za konieczne ogłosić, że trawa jest zielona, że Ziemia jest okrągła i kręci się wokół słońca. My, uczniowie Jezusa, wierzący w Miłosiernego, Nieskończenie Dobrego Boga ogłaszamy, że przemoc i agresja są złe! Czy to nie jest oczywiste? Czy to nie wynika z istoty naszej wiary? Czy to nie powinno być wiadome dla wszystkich? Czy tego nie powinno być widać gołym okiem? Czy trzeba dawać oficjalny komunikat, żeby nie było wątpliwości? Czy trzeba stanowiska rzecznika Konferencji Episkopatu Polski? Jeśli faktycznie trzeba, jeśli jest to niezbędne, bo tego nie widać, nie wiadomo i to budzi wątpliwości to znaczy, że równie dobrze możemy ogłosić drugi komunikat: "Ogłaszamy, że nasza misja rozpoczęta na tych ziemiach w 966 roku zakończyła się klęską!" Tekst pochodzi z bloga Paweł Jurzyk - historyk, mąż i ojciec trojga dzieci, na co dzień mieszka i żyje w Poznaniu